Resources

Please or Register to create posts and topics.

Przerwa na kawę i mały dreszczyk emocji

 

Mam siedemnaście lat pracy w korporacji za sobą. Brzmi jak wyrok? Czasem tak, ale ma swoje plusy. Największym z nich jest to, że znam każdy zakamarek biura, każdy sposób na przetrwanie długich godzin i każdy trik, który pomaga nie zwariować w poniedziałek. Trzeba umieć znaleźć sobie małe przyjemności. Dla jednych to kawa z drogiego ekspresu, dla innych plotki przy chłodziarce. A dla mnie? Dla mnie to moment, kiedy mogę usiąść w kącie, wyciągnąć telefon i po prostu odetchnąć. Włączyć coś, co nie jest związane z pracą, coś, co pozwoli mi na chwilę zapomnieć o tabelkach w Excelu.

W zeszłym tygodniu był szczególnie ciężki dzień. Deadliny, telefony, nerwowa atmosfera na callu z klientem. Czułam, że zaraz pęknę. Wszystko mnie irytowało, nawet sposób, w jaki ktoś oddychał w mojej okolicy. Wiedziałam, że muszę się odciąć. Przypomniałam sobie, że kiedyś, w chwili słabości, założyłam konto w pewnym serwisie. Leżało zapomniane, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby sprawdzić, czy wciąż działa. Miałam wtedy kilka złotych na koncie. Zrobiłam herbatę, usiadłam w fotelu i pomyślałam: czemu nie? To tylko przecież taka mała rozrywka, oderwanie od rzeczywistości. Wpisałam w przeglądarkę vavada zaloguj i zobaczyłam, że wszystko jest na swoim miejscu.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się niczego wielkiego. Zawsze podchodziłam do tego z przymrużeniem oka. Ale tego popołudnia poczułam, że los w końcu powinien być po mojej stronie. Przez te wszystkie dni pełne stresu, obowiązków i ciągłego pędu gdzieś, wydawało mi się, że należy mi się odrobina przyjemności. Nie chodziło o wielkie pieniądze, bo w życiu nie chodzi tylko o nie. Chodziło o ten mały dreszczyk, o to, że mogę zrobić coś spontanicznego, niezależnie od tego, co mówi mój planer. Złapałam telefon, odchyliłam się na krześle i po prostu zaczęłam grać. Włączyłam jakąś prostą, kolorową grę, żeby nie myśleć za dużo.

I wtedy stało się coś niesamowitego. Zaczęło mi się układać. Najpierw małe wygrane, takie po kilka złotych. Serce biło mi szybciej, bo to zawsze jest miłe uczucie, kiedy coś się udaje. Potem większa suma. Nie chciałam zapeszać, ale musiałam przyznać, że ten dzień przestał być taki szary. Mój nastrój poprawił się o sto procent. Zapomniałam o tym wiecznym marudzeniu szefa i o stosie maili, które na mnie czekały. Liczyło się tylko to, co dzieje się na ekranie. Zrobiło mi się ciepło na sercu, bo w końcu miałam okazję, żeby wygrać, żeby zobaczyć, jak szczęście mi sprzyja.

W pewnym momencie poczułam, że muszę o tym opowiedzieć. Nie mogłam wykrzyczeć tego całemu biuru, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że oszalałam. Ale mogłam po prostu usiąść wygodniej i cieszyć się tym momentem. Moja koleżanka zza biurka zapytała, czemu się tak uśmiecham. Odpowiedziałam, że oglądam śmieszne filmiki z kotami. Lepiej, żeby nikt nie wiedział, że spędzam przerwę w ten sposób. To moja taka mała tajemnica, mój azyl. W końcu nie każdy musi rozumieć, dlaczego dorosła kobieta z karierą i kredytem na karku potrzebuje odrobiny szaleństwa. Czasami trzeba po prostu puścić wodze fantazji i pozwolić sobie na odrobinę hazardu. To zdrowsze niż gryźć paznokcie ze zdenerwowania.

Po godzinie miałam na koncie całkiem ładną sumę. Nie taką, która odmieni moje życie, ale taką, która sprawiła, że uśmiechałam się sama do siebie całą drogę do domu. I co najważniejsze, przestałam myśleć o problemach w pracy. Wsiadając do autobusu, czułam się lekko, jakbym właśnie zdjęła z ramion wielki ciężar. I wiecie co? To było dokładnie to, czego potrzebowałam. Mały zastrzyk pozytywnej energii w szarej rzeczywistości. I chyba właśnie o to chodzi w tych wszystkich historiach, które się czyta. Nie o miliony, a o uczucie, że ten zwykły, wtorkowy wieczór może być trochę fajniejszy, niż zapowiadał.

Bo przecież często nie potrzebujemy wiele, żeby poczuć się lepiej. Wystarczy czasem dziesięć minut z telefonem i odrobina szczęścia. W moim przypadku to była ta jedna chwila, kiedy myślałam, że wszystko wali mi się na głowę, a tu nagle niespodziewany bonus od losu. To świetnie rozładowuje napięcie. Polecam każdemu, kto czuje się wypalony. Zero żalu, zero ciśnienia. Tylko przyjemność. Oczywiście, że miałam też dni, kiedy przegrywałam, ale nie o tym teraz. Dziś chcę zapamiętać ten pozytywny dreszczyk, który dodał mi skrzydeł. I wiecie, że nawet teraz, pisząc to, uśmiecham się do siebie. Warto czasem zrobić coś tylko dla siebie. Bez wyrzutów sumienia i bez planowania.

Więc kiedy następnym razem poczujesz, że cały świat cię przytłacza, przypomnij sobie o mnie. Zrób herbatę, znajdź chwilę spokoju i pozwól sobie na małą ucieczkę. Może i ty znajdziesz w tym odrobinę radości, która sprawi, że zapomnisz o problemach. Ja już wiem, że to działa i z pewnością wrócę do tego przy następnej nerwowej sytuacji. Najważniejsze, żeby traktować to z przymrużeniem oka i nie przejmować się za bardzo. Bo w końcu to ma być dobra zabawa, a nie kolejny stres. Trzymajcie się i pamiętajcie, żeby szukać małych powodów do uśmiechu. Ja swój właśnie znalazłam.